niedziela, 12 kwietnia 2015

A drugiego dnia powstał gramofon.


Tak jak obiecałem piszę zatem jak do tego doszło, że dziś jestem tu. A więc sama płyta to połowa sukcesu, którego uzupełnieniem było odnalezienie porzuconego adapteru marki Unitra model WG 417 Stereo Lux, który to, jak można było się spodziewać nie działał. Po przeprowadzeniu skomplikowanych czynności serwisowych, zdobyciu nowej wkładki z igłą oraz wykopaniu starych głośników marki Unitra i usłyszeniu pierwszych trzasków z płyty winylowej podskoczyłem z radością oznajmiając wszem i wobec, że właśnie stałem się prawdziwym melomanem. Dodam jeszcze bo jest to rzecz istotna, że głośniki choć marki Unitra to każdy był z innej parafii. I tak dumnie spoglądając na kręcący się krążek oraz nastawiając uszy na pierwsze trzaski wylatujące z głośnika nie miałem wtedy pojęcia, że to dopiero początek. Byłem wręcz przekonany, że to zamknięcie pewnego etapu. Ale o tym później. Teraz chciałbym parę słów o owej płycie, która odgrywała mi huczne zwycięstwo człowieka na maszyną. Płyta wydawnictwa Muza o sygnaturze SX 1585 z  1978 roku prezentująca dobrze nam znanego artystę Africa Simone urodzonego 1956 roku w Mozambiku. Prawdziwy hit krajów ZSRR, NRD czy Czechosłowacji ale i także krajów demokratycznych. Stosunkowo proste technicznie utwory charakteryzujące się kompilacjami dialektów i języków afrykańskich. Postać słynąca z barwnych pokazów unoszenia krzeseł własnym uzębieniem. Klasyczne już i znane chyba przez każdego utwory Ramaya czy Hafanana są niesamowitą zachętą do tego aby pochylić się nad tą płytą i przesłuchać ją w całości. Dobra zabawa gwarantowana.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz